Trening, Zdrowie

Bieganie w upale: dlaczego te same 8 km mogą cię zaboleć dwa razy bardziej

Dorian Rochowski 7 min czytania

Scenariusz z życia: biegacz amator, średnio 4:50 min/km na wybieganiach, Garmin na nadgarstku, plan treningowy realizowany zgodnie z rozpiską. W kwietniu wszystko grało. W lipcu, przy 31 stopniach Celsjusza i 70% wilgotności, po trzecim treningu w tygodniu pojawia się pytanie czy coś się zepsuło w zegarku, bo na tym samym tempie tętno skoczyło z 152 do 174, a noga jakby przyspawana do asfaltu. Zegarek był w porządku. Po prostu te same 8 kilometrów w lipcu to zupełnie inny trening niż w kwietniu, i większość biegających rekreacyjnie ludzi tej różnicy w ogóle nie uwzględnia w planowaniu sezonu letniego.

Co się dzieje z organizmem, gdy biegasz przy 30°C

Termoregulacja u biegacza nie jest dodatkiem – w upale staje się głównym zadaniem układu krążenia, na równi z pracą mięśni. Organizm musi jednocześnie dostarczyć tlen do nóg i pozbyć się ciepła wytwarzanego przez te same nogi. Im wyższa temperatura otoczenia, tym większa część rzutu serca idzie do skóry zamiast do mięśni docelowych. To proste fizjologicznie i bezlitosne praktycznie.

… krew krąży do skóry, a nie do mięśni

Mechanizm jest następujący: naczynia skórne rozszerzają się, by oddać ciepło, mięśnie szkieletowe dostają mniej krwi, a serce próbuje to nadrobić podbijając częstotliwość skurczów. W praktyce oznacza to, że ten sam wysiłek zewnętrzny (tempo 5:30 min/km, lekka rampa) wymaga większego obciążenia wewnętrznego – wyższego tętna i większego odczucia wysiłku w skali RPE. Przegląd z roku 2015[1] dość dokładnie opisał, jak duże są to przesunięcia: w upale 30+°C tętno przy stałym tempie biegowym potrafi rosnąć o 15-20 uderzeń względem warunków chłodnych, a wewnętrzna temperatura ciała wzrasta szybciej niż organizm potrafi ją odprowadzić.

… tętno rośnie przy tym samym tempie

To zjawisko ma w fizjologii własną nazwę – cardiac drift (dryf tętna). Opisałem je szczegółowo w artykule Dryf tętna – wykorzystaj tę informację w swoim treningu. W upale dryf zaczyna się szybciej i jest bardziej brutalny: zamiast 5-8 uderzeń na godzinę, w 30°C łatwo zobaczyć 15-20 uderzeń w ciągu pierwszych 40 minut wybiegania. To nie błąd pomiaru ani problem ze sprzętem – to twoje serce kompensuje rosnącą temperaturę wewnętrzną i odwodnienie.

Zegarek sportowy pokazujący 165 bpm i dryf tętna podczas biegu w upale

Strefy tętna w upale – co przestaje działać

Klasyczny problem biegacza z planem opartym o strefy tętna jest taki, że strefy są kalibrowane w temperaturach komfortowych (12-18°C). Przy 28-32°C te liczby przestają mieć dotychczasowe znaczenie, bo wartość bezwzględna tętna już nie odpowiada wcześniejszej intensywności metabolicznej. To samo dotyczy pulsometru nadgarstkowego, który w upale dodatkowo gubi dokładność przez pot, wibracje i zmiany ukrwienia skóry. O tym, że wysokie tętno podczas biegania nie zawsze oznacza problem treningowy, pisałem wcześniej osobno.

Dlatego w okresie letnim warto przejść z trenowania „na tętno” na trening prowadzony dwiema dodatkowymi metrykami jednocześnie. To nie znaczy że zegarek idzie do szuflady – znaczy, że przestaje być jedynym źródłem prawdy o intensywności.

  • Tempo subiektywne (RPE 1-10): jeżeli na tym samym dystansie odczucie wysiłku skoczyło z 5 na 7, a tempo i tętno wyglądają „jak zwykle”, to znak że organizm pracuje ciężej niż mówi zegarek.
  • Tempo oddechu: liczba kroków na wdech i wydech. Wybieganie powinno pozwalać na rozmowę pełnymi zdaniami; jeżeli zaczynasz urywać po 3-4 słowach, twoje progowe tętno już się przesunęło w dół.
  • Strefa zachowana procentowo, nie liczbowo: zamiast „tętno 145″ graj na „70-75% tętna maksymalnego”, przyjmując że HRmax w upale rośnie o 5-15 uderzeń względem warunków chłodnych.

Mówiąc krótko – w upale zegarek przestaje być twoim trenerem, a zaczyna być narzędziem pomocniczym. Decyzję o tempie podejmuje głowa, opierając się na trzech źródłach danych jednocześnie.

Nawodnienie – praktyka, nie tabelki z internetu

Powszechne porady typu „pij 2 litry wody godzinę przed treningiem” są w większości bezużyteczne, bo zakładają identyczne tempo pocenia u każdego. Tymczasem różnice indywidualne są ogromne – niektórzy biegacze tracą 0,5 litra na godzinę, inni 2,5 litra przy tej samej temperaturze. Stanowisko American College of Sports Medicine z 2007 roku[2] jest w tej kwestii dość konkretne: nie ma jednego protokołu, jest tylko strategia oparta na ocenie własnych strat. Co to oznacza dla ciebie? Tyle, że wszystkie liczby z internetu są punktem wyjścia, a nie odpowiedzią.

Biegacz z bidonem - nawodnienie podczas treningu w upale

W praktyce z mojego studia treningowego LIFT robię z biegaczami coś takiego:

  • Ważenie przed i po treningu: każdy kilogram ubytku masy = mniej więcej litr potu do nadrobienia w ciągu następnych godzin (nie jednorazowo, rozłożone).
  • Sól, nie tylko woda: powyżej 60 minut biegania w upale czysta woda zaczyna rozcieńczać sód we krwi. Sportowy napój izotoniczny lub zwykła woda z odrobiną soli kuchennej (0,5 g/250 ml) rozwiązuje 90% tego problemu.
  • Hiponatremia ma większy potencjał zaszkodzić niż łagodne odwodnienie: nadmiar wypitej czystej wody u biegacza półmaratonu trwającego 2+ godziny to scenariusz, który kończy się w szpitalu częściej niż sugeruje internetowy konsensus[3].

Biegacz ze scenariusza z początku tekstu wracał z treningu lżejszy o 1,8 kg po godzinie. Po prostu nie pił w trakcie. Przez tydzień prowadziliśmy bidon w ręku, drugi zaszywany na trasie, i tętno na tych samych odcinkach spadło o 8-10 uderzeń bez zmiany niczego innego.

Pora treningu – kiedy biec, a kiedy odpuścić

Najprostsza zmiana, która daje największy efekt sezonowy, to po prostu przesunięcie godziny wyjścia. Polskie lato nie jest jeszcze klimatem śródziemnomorskim – między 6:00 a 8:00 rano oraz po 20:00 temperatura zwykle spada o 8-12 stopni względem południa. To nie kosmetyka. To różnica między biegiem regeneracyjnym a wybieganiem na granicy wytrzymałości.

Strategia, którą polecam klientom w okresie czerwiec-sierpień, jest banalnie prosta i bazuje na podziale dnia na trzy okna treningowe:

  • Treningi jakościowe (interwały, tempówki, długie wybiegania): rano, najpóźniej do 8:30. Wieczór jest gorszy, bo asfalt oddaje zmagazynowane ciepło i wilgotność rośnie.
  • Treningi regeneracyjne, technika, lekka aerobika: późno wieczorem, po 20:00, kiedy słońce już nie operuje bezpośrednio.
  • Środek dnia (11:00-17:00) w upale powyżej 28°C: trening siłowy w klimatyzowanej siłowni albo basen. To nie kompromis, to inwestycja w sezon jesienny.

Aklimatyzacja – 10-14 dni, które zmieniają wszystko

Tu jest dobra wiadomość, której większość biegaczy nie wykorzystuje: organizm potrafi się przystosować do upału i robi to dość szybko. Wspomniany wcześniej przegląd z 2015 roku[1] opisał ten proces dobrze – po 10-14 dniach regularnej ekspozycji na ciepło (60-90 minut wysiłku na dobę) pojawia się wyższa objętość osocza, sprawniejsze pocenie (więcej, ale bardziej rozcieńczonego potu), niższe tętno spoczynkowe, niższe tętno wysiłkowe na tym samym tempie. To efekt fizjologiczny, nie psychologiczny.

W praktyce: jeżeli pierwsze tygodnie czerwca są dla ciebie męczarnią, nie wycofuj się z biegania, tylko zmniejsz tempo i pozwól organizmowi przejść proces adaptacji. Trzeci tydzień jest zwykle przełomowy. Trzeba przy tym powiedzieć uczciwie, że nie każdy biegacz adaptuje się w tym samym tempie – różnice między osobnikami w prędkości aklimatyzacji są spore i zależą od wyjściowej wydolności tlenowej, doświadczenia treningowego i nawet pory roku, w której wchodzimy w okres upału.

Kiedy zostać w domu – sygnały, których się nie ignoruje

Trening w upale ma jasną granicę bezpieczeństwa. Wytrzymałość psychiczna nie pomoże, jeśli układ termoregulacji zacznie się sypać. Stanowisko National Athletic Trainers’ Association[3] wymienia kilka sygnałów, które oznaczają natychmiastowe zakończenie wysiłku:

  • Przestajesz się pocić mimo wysokiej temperatury – paradoksalnie sucha skóra to objaw przegrzania, a nie wychłodzenia.
  • Zawroty głowy, mroczki, dezorientacja, mdłości – to nie „słabość”, to objawy udaru cieplnego.
  • Skurcze mięśni nieproporcjonalne do obciążenia, szczególnie nóg i brzucha.
  • Tętno utrzymujące się 20+ uderzeń powyżej spodziewanego, mimo zmniejszonego tempa.

Po latach pracy z biegaczami mam jedną zasadę, której nie negocjuję: w upale powyżej 30°C i wilgotności 60%+ trening jakościowy nie odbywa się. Można pojechać na łatwy bieg regeneracyjny przed śniadaniem, można zrobić siłownię, można pływać. Można odpuścić jeden dzień bez konsekwencji dla formy.

Z mojej perspektywy

Lato to nie sezon do bicia rekordów na 10 km i nie sezon do zaliczania pełnego mikrocyklu w 35-stopniowym słońcu. Lato to sezon na utrzymanie wolumenu, budowanie odporności cieplnej, eksperymentowanie z nawodnieniem własnym i porami treningu. Wszystko, co zarobisz w czerwcu i lipcu w postaci aklimatyzacji i siły bazowej, zwraca się we wrześniu i październiku – kiedy temperatury wracają do 15°C, a ty wracasz na trasę z większą objętością osocza, niższym tętnem wysiłkowym i lepszą wydolnością tlenową. To, że kogoś w tej chwili „przerasta” 8 kilometrów w lipcu, nie znaczy że jest słabszy. Znaczy, że ma dwa miesiące do nadrobienia tej samej różnicy w warunkach, w których będzie mu się biegało zupełnie inaczej.

Newsletter treningowy

Uruchomiłem w końcu newsletter. Jeśli się zapiszesz, nie częściej niż raz w tygodniu otrzymasz e-mail z zestawieniem najciekawszych artykułów ostatnich dni, wybranymi treściami około-treningowymi oraz informacjami o godnych uwagi promocjach. 
Obiecuję nie spamować :)