Rower czasowy wygląda jak maszyna z innej planety: masywna rama o ekstremalnie grubych profilach, kierownica z długimi lemondkami i koła, które zdają się przeczyć prawom fizyki. Jeśli trafimy na taki w salonie rowerowym, na pewno będzie stać w eksponowanym miejscu – w końcu to zwykle mocno prestyżowy sprzęt. Rower szosowy obok niego sprawia wrażenie zgrabnego, uniwersalnego narzędzia. Zaskakująco często o rower czasowy pytają osoby będące tuż po pierwszym starcie w triathlonie. Zastanawiają się, jak dużo da zmiana ich szosy (lub gravela!) na taki rower czasowy. Jak zawsze odpowiedź zależy od wielu rzeczy: poziomu wytrenowania, planowanej trasy zawodów oraz aktualnie posiadanego roweru..
- 1. Geometria: co naprawdę różni czasówkę od szosówki
- 2. Ile realnie daje pozycja aero
- 3. Dlaczego w górach i "normalnym" użytkowaniu czasówka traci sens?
- 4. Komu opłaca się czasówka, a kto lepiej wyda te pieniądze inaczej
- 5. Często zadawane pytania
- 5.a Czym różni się rower triathlonowy od szosowego?
- 5.b Ile daje pozycja aero na rowerze?
- 5.c Czy czasówka ma sens w górach?
Geometria: co naprawdę różni czasówkę od szosówki
Pierwsza i najważniejsza różnica to nie kierownica, tylko kąt rury podsiodłowej. Rower czasowy ma ją wyraźnie bardziej stromą, co przesuwa miednicę do przodu i otwiera kąt biodra. Dzięki temu zawodnik może leżeć nisko na lemondkach, nie dusząc bioder przy każdym obrocie korby. Szosówka ma geometrię zaprojektowaną pod jazdę w grupie i manewrowanie między innymi zawodnikami, więc biodro jest bardziej zamknięte, a pozycja wyższa. W czasówce chodzi o to, by schować się za własnymi rękami.
W tunelu aerodynamicznym przebadano dziewięciu zawodowych kolarzy: złączenie łokci i ułożenie dłoni na manetkach istotnie zmniejszało opór, a podniesienie siodła zwiększało go o około 3 procent[1]. To nie rama decyduje o oporze, tylko sylwetka zawodnika. To Twój tułów, głowa i ramiona stanowią największą powierzchnię czołową. Rama czasówki pomaga Ci przyjąć tę pozycję i ją utrzymać, ale sama z siebie nie przekłada się na waty zaoszczędzone przy prędkości 35 km/h.
Praktyczna różnica jest taka: na szosówce z założonymi lemondkami też możesz się położyć, ale po 30 minutach zaczynasz się wiercić, bo biodro pracuje w nie swoim zakresie. Czasówka pozwala jeździć w tej pozycji przez wiele godzin, zachowując powtarzalny ruch i stałą moc. Geometria czasówki to przede wszystkim narzędzie do utrzymania niskiej pozycji przez cały dystans, a nie jednorazowy trik aerodynamiczny.
Ile realnie daje pozycja aero
Opór powietrza to główny przeciwnik szybko jeżdżącego rowerzysty. Przy 25 km/h pochłania 75 procent mocy. Przy 30 km/h już 81 procent. Przy 35 km/h to 85 procent, a przy 40 km/h aż 88 procent. Opór powietrza rośnie z kwadratem prędkości, a moc potrzebna na jego pokonanie z sześcianem prędkości. Każdy dodatkowy kilometr na godzinę kosztuje Cię coraz więcej watów, a te waty idą prosto w cząsteczki powietrza, które rozbijasz swoim ciałem.
Przy tej samej mocy generowanej przez kolarza – 211 W – zmiana pozycji z szosowej na aero podnosi prędkość z 35 na 37,4 km/h, co na dystansie 40 kilometrów daje ponad 4 minuty zysku. To wyliczenie z modelu przy założeniach: masa zawodnika z rowerem 82 kg, opór toczenia 0,004, powierzchnia czołowa 0,32 w pozycji szosowej i 0,26 w aero. Nie jest to pomiar z trasy, tylko symulacja fizyczna, ale pokazuje skalę zjawiska: zmniejszasz powierzchnię czołową o niecałe 20 procent i zyskujesz kilkadziesiąt sekund na każde 10 kilometrów. Różnica jest tym większa, im szybciej zawodnik jedzie – to właśnie wybór roweru czasowego pozwolił Grzegorzowi Szczechli przejechać z Wisły nad Bałtyk w niewiele ponad 15 godzin. Utrzymanie średniej prędkości 41 km/h wymagało od niego generowania nieco ponad 250 wattów mocy (średnio – dane z jego czujnika mocy na Stravie).

Dlaczego w górach i „normalnym” użytkowaniu czasówka traci sens?
Na podjeździe o nachyleniu 6 procent pokonywanym z prędkością 15 km/h opór powietrza pochłania już tylko 6 procent mocy. Przestaje się liczyć aerodynamika, a zaczyna masa. Dodatkowy kilogram kosztuje na takim podjeździe 2,6 W, a rama i koła aero zaczynają bardziej przeszkadzać niż pomagać, gdy tylko pojawi się boczny wiatr.
Trzeba wiedzieć, że rower czasowy jest zwykle cięższy i mniej zwrotny niż szosowy z tej samej półki cenowej. Prowadzenie roweru w sytuacjach, gdzie liczy się zwrotność (jak na zjeździe) lub przy krętych trasach jest trudniejsze i mniej pewne na rowerze czasowym. Także podczas jazdy w peletonie, zalety roweru czasowego są neutralizowane przez zmniejszony opór powietrza, a wady – gorsze prowadzenie – mogą okazać się dosłownie „zabójcze” podczas jazdy w grupie.
Sam wiatr boczny to zagrożenie także podczas jazdy w płastkim terenie: wysoki profil obręczy i szeroka rura podsiodłowa łapią podmuchy, a kierownica z długimi lemondkami nie daje takiej kontroli jak klasyczny baranek szosówki.
Sprzęt aero bywa problematyczny przy mocniejszym wietrze, a na trasach z podjazdami powyżej kilku kilometrów różnica w masie między czasówką a lekką szosówką potrafi zjeść cały zysk z lepszej pozycji na płaskich odcinkach. Jeśli startujesz w zawodach z przewyższeniem rzędu 800-1000 metrów, rower szosowy z lemondkami może być szybszym wyborem niż pełna czasówka.
Komu opłaca się czasówka, a kto lepiej wyda te pieniądze inaczej
Decyzja o zakupie czasówki to decyzja o tym, gdzie szukasz minut. Na dystansie olimpijskim trasa rowerowa liczy 40 kilometrów, a amator pokonuje ją zwykle wyraźnie wolniej niż 40 km/h, przy których zysk z aero jest największy. Lemondki doczepiane do kierownicy szosowej pozwalają zbliżyć się do pozycji aero i są dopuszczone na dużej części zawodów. Sama pozycja odpowiada za większość zysku, bo to sylwetka tworzy powierzchnię czołową, a nie rama. Rower czasowy poza triathlonem i jazdą indywidualną na czas przydaje się rzadko: nie pojedziesz nim w grupie, nie zrobisz komfortowej setki po pagórkach, a na treningu technicznym brakuje mu zwrotności szosówki.
Argumentów przeciw rowerowi czasowemu u amatora jest więc więcej, niż tylko klasyczne „jedziesz za wolno, żeby to miało sens”. Dla amatora ważne jest to, że większość zysku z pozycji dostanie z samego zamontowania lemondki do zwykłej szosy, która będzie bardziej uniwersalnym rozwiązaniem, pozwalającym nam zarówno na jazdę w grupie, wycieczki górskie czy treningi w złej pogodzie.
Często zadawane pytania
Czym różni się rower triathlonowy od szosowego?
Kątem rury podsiodłowej. W czasówce jest stromszy, przez co miednica przesuwa się do przodu, a kąt biodra otwiera się na tyle, by dało się jechać nisko na lemondkach przez cały dystans. Szosówka ma geometrię pod jazdę w grupie i manewrowanie, więc pozycja jest wyższa.
Ile daje pozycja aero na rowerze?
W modelu przy mocy 211 W zmiana pozycji z szosowej na aero podnosi prędkość z 35 na 37,4 km/h, czyli około czterech minut na czterdziestu kilometrach. Co ciekawe, wolniejszy zawodnik zyskuje minutowo nawet więcej, bo cały przejazd trwa u niego dłużej.
Czy czasówka ma sens w górach?
Traci tam przewagę. Na podjeździe 6 procent przy 15 km/h opór powietrza pochłania już tylko 6 procent mocy, za to zaczyna liczyć się masa: dodatkowy kilogram kosztuje 2,6 W, podczas gdy na płaskim przy 35 km/h tylko 0,4 W. Czasówka jest cięższa i gorzej się nią manewruje.
Newsletter treningowy
Uruchomiłem w końcu newsletter. Jeśli się zapiszesz, nie częściej niż raz w tygodniu otrzymasz e-mail z zestawieniem najciekawszych artykułów ostatnich dni, wybranymi treściami około-treningowymi oraz informacjami o godnych uwagi promocjach.
Obiecuję nie spamować :)




